Nigdy nie zdradziłem niczego, w co wierzę. He said you were a traitor, are you? I never betrayed anything I believed in. Nigdy nie zdradziłem gościa, który dał mi pierwszą spluwę. I never betrayed the guy who gave me my first gun. I've never cheated on
Ale serce się nie uspokajało. Przeciwnie, jakby naumyślnie waliło coraz mocniej i mocniej… Nie wytrzymał, z wolna wyciągnął rękę do dzwonka i zadzwonił. Po upływie pół minuty zadzwonił jeszcze raz, głośniej. Nie było odpowiedzi. Nie było co na darmo dzwonić, zresztą nie było mu to na rękę.
📱 Zaśpiewaj całą piosenkę w aplikacji! https://ising.pl/getapp 😊💻 https://ising.pl/natalia-zastepa-nie-zaluje-piosenka?ref=youtube - całość znajdziesz
Tłumaczenia w kontekście hasła "nie zdradziłem żony" z polskiego na angielski od Reverso Context: Luke, nigdy wcześniej nie zdradziłem żony.
– I jakoś dziwnie chodzi. – To prawda, że nie pasuje do stereotypu żeglarza osiłka – zgodził się ze mną Rob. – Ale to absolutny geniusz. Na wodzie włącza mu się szósty zmysł. Nie ma kapitana, któremu bardziej bym zaufał podczas sztormu.
Posty: 4,269. Wiek: jak Jezus pod koniec kariery. Odp: Zdradziłem żonę. Jestem dupkiem. Odważyłeś się, bo masz wyrafinowany plan, iż żona przeczyta Twoje enuncjacje, wzruszy się niepomiernie i stwierdzi, że skoro napieprzasz w klawiaturę głodne kawałki jako to jesteś zły, to musisz być wspaniały.
Tłumaczenia w kontekście hasła "ja cię nie zdradziłem" z polskiego na angielski od Reverso Context: Ale ja cię nie zdradziłem. Tłumaczenie Context Korektor Synonimy Koniugacja Koniugacja Documents Słownik Collaborative Dictionary Gramatyka Expressio Reverso Corporate
yz44O4I. [list ojca do redakcji pół roku, kurz sądowej batalii dawno już opadł, podobnie jak emocje, jakie towarzyszyły mojej sprawie rozwodowej oraz staraniom o opiekę nad Tymkiem. Dzisiaj, z perspektywy czasu, łatwiej jest mi opowiedzieć całą historię, która być może będzie drogowskazem dla innych ojców, dla których dobro dziecka jest sprawą nadrzędną. Moja walka zakończyła się zwycięstwem, jednak nigdy nie chciałem rozpatrywać tego w tych kategoriach. Sąd, w którym toczy się sprawa rozwodowa, to nie kort tenisowy czy ring bokserski, gdzie rywalizuje się o wygraną, to miejsce, gdzie tak naprawdę nie ma zwycięzców… Pamiętam, że to był dla mnie bardzo traumatyczny okres – rozwód, którego tak naprawdę wcale nie chciałem, podział majątku oraz decyzje dotyczące 8-letniego Tymoteusza. To było jak sen, początkowo czułem się jak mimowolny uczestnik samoistnie toczących zdarzeń, pod nieustającym pręgierzem presji rodziny Agnieszki oraz poczucia winy, w jakie zostałem wpędzony – godziłem się na wszystko. Na szczęście w porę się otrząsnąłem z tego swoistego letargu i przy wsparciu mamy oraz przyjaciół, podjąłem walkę w słusznej sprawie, związanej z przyszłością mojego syna. Szczera miłość do Tymka oraz świadomość potrzeby podjęcia najlepszych dla niego decyzji, dodała mi skrzydeł i natchnęła do działania, mimo, że wiedziałem, iż droga do celu będzie długa i wyboista, z mnóstwem niebezpiecznych zakrętów…Perypetie mojego małżeństwa z Agnieszką, które nie doczekało „glinianej” rocznicy, pewnie niewiele odbiegały od trudnych, kryzysowych relacji wielu innych par. Myślę, że powodem tego była niedojrzałość pewnych wartości, istotnych z punktu widzenia rodziny, bowiem całe nasze zaangażowanie i energię poświęcaliśmy na aktywność zawodową, żeby jak najszybciej spłacić zaciągnięty kredyt na mieszkanie. Zapomnieliśmy o rzeczach naprawdę ważnych. Nie rozpaczaliśmy, kiedy kilka lat temu, żona straciła pracę, ponieważ na konto regularnie wpływały pięciocyfrowe kwoty z tytułu mojej pensji. Postanowiliśmy, że Agnieszka zajmie się domem i skupi większą uwagę na Tymku. Niestety, monotonia związana z ograniczoną domową przestrzenią, a jednocześnie dodatkowe obowiązki zawodowe, jakie spadły na mnie – sprawiły, że ostatecznie nasze małżeństwo nie przetrwało próby czasu. Agę ogarnęła frustracja, coraz częściej nie panowała nad nerwami, przez co podsycała awantury, zaczęła też nadużywać alkoholu, a ja stałem się obiektem wzmożonych ataków i niekończących się pretensji. Starałem się jak mogłem, uspokajałem ją, wieczorami zajmowałem się synem, w weekendy udzielałem w kuchni. Być może mogłem dać z siebie jeszcze więcej, bardziej się postarać, nie wszystko było jednak zależne ode mnie. Poczucie winy, jakie umiejętnie pielęgnowała we mnie rodzina Agnieszki i ona sama, sprawiło, że zgodziłem się zostawić jej mieszkanie oraz większość oszczędności. Otrzeźwienie nadeszło kiedy zaczęły ważyć się losy opieki nad Tymoteuszkiem. Postanowiłem walczyć o dziecko, nie dlatego, żeby odegrać się na żonie, lecz z głębokiego przekonania, że to będzie najlepsze rozwiązanie dla mojego ukochanego syna. Po rozmowie o moim zamiarze z prawnikiem, miałem chwilę zwątpienia, kiedy uświadomił mnie o sądowych praktykach, tendencji i bezlitosnych statystykach – związanych ze staraniami ojców w zakresie opieki nad dziećmi. Niesiony szczerą, ojcowską miłością i instynktem, który utwierdzał mnie w słuszności moich decyzji, postanowiłem pójść pod prąd oraz przełamać panujące stereotypy, iż to wyłącznie matka może właściwie zadbać o potrzeby dziecka. Najlepszym środowiskiem dla prawidłowego rozwoju dziecka zawsze będzie pełna, kochająca się, rozumiejąca i wspierająca rodzina. Kiedy jednak nie jest możliwe wychowywanie pociechy w tak idealnych warunkach, wówczas trzeba umieć pójść innymi – trudnymi, bolesnymi, niedoskonałymi – ale najlepszymi dla niego ścieżkami. I ja nimi mówiące o tylko 4% przypadków, w jakich wyłączna opieka nad dzieckiem powierzana jest ojcu, skutecznie chłodzą entuzjazm i ochotę przed próbą dostania się do tego „elitarnego grona”. Prawnik wyjaśnił mi, że co prawda w większości przypadków pieczę nad dzieckiem faktycznie otrzymuje matka, to należy wziąć pod uwagę sytuacje, gdy sąd wyznacza też tzw. opiekę naprzemienną. Przede wszystkim jednak trzeba zdać sobie sprawę, że niski odsetek przypadków, kiedy to wyłącznie mężczyzna otrzymuje prawo do opieki, jest spowodowany faktem, iż zwyczajnie ojcowie bardzo rzadko wnioskują o takie rozwiązanie. Reprezentujący mnie w adwokat, wyjaśnił mi wcześniej wszelkie uwarunkowania i okoliczności, jakimi kieruje się sąd przy rozstrzyganiu kwestii powierzania opieki nad małoletnim. Ważna jest m. in. więź i relacja z dzieckiem, warunki mieszkaniowe, predyspozycje wychowawcze rodzica itp. Życie nauczyło mnie, że zawsze warto mówić prawdę, dlatego również w tej sytuacji postanowiłem swoje zeznania oprzeć wyłącznie na opisywaniu rzeczywistych zdarzeń, bez żadnego koloryzowania. Zawierzyłem po prostu, że sąd wyda sprawiedliwy wyrok, najlepszy dla mojego syna – w oparciu o obiektywną ocenę faktów i perspektyw. Miałem kilka obaw, ponieważ w ostatnich miesiącach zmieniłem pracę, żeby podjąć jeszcze jedną próbę ratowania małżeństwa, zresztą nieudaną. Co prawda swoje nowe obowiązki zawodowe kończyłem już o godzinie jednak wiązało się to także z ograniczeniem pensji o połowę. Do tego, kiedy ostatecznie Agnieszka wyrzuciła mnie z mieszkania, miałem do dyspozycji kawalerkę o powierzchni zaledwie 33m2, jaką otrzymałem przed laty w spadku po dziadkach. Na szczęście moje obawy były nieuzasadnione, bowiem sąd skoncentrował uwagę również na innych okolicznościach i 12 kwietnia „sprawił” mi spóźniony prezent z okazji moich 35. urodzin – „wygrałem” wyłączną opiekę nad Tymkiem! Co zadecydowało o takim rozstrzygnięciu? Moje skromne warunki mieszkaniowe i ekonomiczne okazały się wystarczające, a co ciekawe, Tymek ma teraz nawet bliżej do szkoły. Opowiedziałem też przed sądem o moich relacjach z synem, o zabawach, wspólnym odrabianiu lekcji, o tym jak wożę go na zajęcia z tenisa ziemnego, którym udało mi się go wcześniej zainteresować. Uznałem ponadto, że przydadzą mu się dodatkowe lekcje angielskiego, na co również wygospodarowałem swój czas. Rodzice mojej żony, występując w roli świadków, nieopatrznie zwrócili też uwagę sądu na problem z nadużywaniem alkoholu przez swoją córkę, ponieważ próbowali obarczyć mnie winą za jej uzależnienie. Przy okazji, zobligowany zostałem przez sąd do opowiedzenia kilku historii o zaniedbaniach i zaniechaniach w opiece nad Tymoteuszkiem, które w mojej ocenie spowodował stan upojenia alkoholowego Agi. Krzyki, przejawy agresji czy wypuszczanie dziecka do szkoły bez śniadania – zdarzały się bardzo często. Po powrocie z pracy, niemal za każdym razem odciągałem też Tymka od komputera, starając się zwrócić mu uwagę na inne obowiązki. Obyło się bez większych przepychanek, Agnieszka uszanowała wyrok sądu, może uznała, że najpierw musi zadbać o siebie. Wiem, że po naszym rozwodzie poznała faceta – widziałem go dwa razy, wydaje się sensowny, nic do niego nie mam, liczę, że zadba o nią. Jeśli moja była już żona poukłada swoje życie, to nie zamierzam utrudniać Adze częstszych kontaktów z Tymkiem. Zobaczymy jak rozwinie się cała sytuacja. Nie jest łatwo, ale dajemy z Tymkiem radę, czasem pomaga nam moja mama. Spędzamy ze sobą sporo czasu, łącząc przyjemne z pożytecznym, np. wspólnie przygotowujemy niektóre posiłki. Dzisiaj z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że nie żałuję zmian i przeorganizowania swojego życia, a uśmiech, jaki częściej gości teraz na twarzy Tymka, utwierdza mnie w przekonaniu, że podjąłem właściwe decyzje. Piotr Post Views: 4 342
fot. Adobe Stock, Graphicroyalty Nigdy nie ukrywałam, że nie chcę mieć dzieci. Zyskałam co do tego pewność jeszcze w liceum, choć moja buńczuczna decyzja była wyśmiewana na forum rodzinnym. Na zasadzie: tak, tak, bardzo dobrze, teraz skup się na maturze i studiach, na dzieci przyjdzie czas później, wtedy ci się odwidzi. Nie odwidziało mi się. Koleżanki zaręczały się, wychodziły za mąż, rodziły dzieci. Chodziłam na kolejne bociankowe, kupowałam kocyki i rożki w prezencie, ale nie pociągały mnie bobaski ani własne, ani cudze. Dla innych słodkie, dla mnie rozwrzeszczane i brudne. Tak mam. Na ostatnim roku studiów poznałam Marka. Szybko między nami zaiskrzyło, w czym pomogło jasne postawienie sprawy, że nie chcemy dzieci. Oboje. Mieliśmy zbyt dużo planów, zbyt wielki głód życia. Ja kończyłam wydział pielęgniarski i wiedziałam, że będę mieć wymagającą pracę. Po dyżurach chciałam odpoczywać, a nie zajmować się dzieciakami. W wakacje chciałam zwiedzać świat, a nie gnić w brodziku przy basenie hotelowym… Nie czułam żadnego instynktu, o którym tyle mówiły moje koleżanki, ciotki i kuzynki. Nie czułam żadnej potrzeby rozmnażania się. Nie widziałam w tym sensu, poza takim, że ten mały ktoś kiedyś będzie tyrał na moją emeryturę. Mama załamywała ręce, choć przecież znała moje stanowisko od lat. Tak, jesteśmy razem z Markiem, może kiedyś weźmiemy ślub, a na razie jest nam dobrze tak, jak jest, a dzieci zgodnie nie chcemy. Rodzinne wieszczki twierdziły, że jak się tylko pobierzemy, to wcześniej czy później pojawi się „projekt dzidziuś”. Oboje przewracaliśmy oczami. Wiedzieliśmy swoje. Ślub obył się bez wesela. Ot, skromna uroczystość z obiadem tylko dla najbliższych. Nie chcieliśmy imprezy na dwieście osób, za którą kredyt spłacalibyśmy latami. Było pięknie, wzruszająco i bez zadęcia. Za to tuż po ślubie spakowaliśmy walizki i ruszyliśmy na miesiąc miodowy do Indii, a potem do Nowej Zelandii. To było nasze marzenie, które wreszcie postanowiliśmy spełnić. Trudno mi było wynegocjować tak długi urlop w pracy, pielęgniarki są zwykle potrzebne na okrągło. Markowi w urzędzie miasta też nie było wiele lżej, ale w końcu koledzy jakoś podzielili jego pracę między siebie. Pojechaliśmy. Każdy dzień tej podróży był po prostu wspaniały. Od świtu zanurzałam się w atmosferze i zapachach Indii, w egzotycznych smakach, we wspaniałych widokach. A w Nowej Zelandii było jeszcze piękniej, jeszcze bardziej magicznie. Coś niesamowitego… Ze szczęścia niemal fruwałam, że mogę tam być razem z Markiem, że tak właśnie zaczynamy naszą podróż przez życie. Podobnie wyobrażałam sobie jej dalszą część. Będziemy ciężko pracować, a w wolnym czasie wojażować, zwiedzać cudowne miejsca, docierać w zakątki, o jakich większość ludzi nawet nie słyszała. – Inni mogą to oglądać co najwyżej na zdjęciach w internecie, a my naprawdę tu jesteśmy – mruczałam, wtulając się wieczorem w ramiona Marka. – Ale mamy szczęście. Nie chcę tego nigdy zmieniać. Wtedy nie usłyszałam, co mi odpowiedział, bo zasnęłam. Obudził się w nim instynkt Im bliżej było końca naszej podróży, tym bardziej wyczuwałam, że mój mąż jest jakiś nieswój. Dopytywałam, czy coś mu dolega, ale nie chciał powiedzieć. – Wszystko okej – powtarzał jak zdarta płyta, co wcale mnie nie uspokajało. Za dobrze go znałam. W końcu któregoś wieczoru, kiedy nie odpuszczałam, wydusił z siebie to, co go męczyło: – Chcę mieć z tobą dziecko. Szok. Takiego życzenia kompletnie się nie spodziewałam. Znaliśmy się sześć lat, wiedzieliśmy o sobie prawie wszystko. Usiadłam, kompletnie zaskoczona, nie wiedząc, co powiedzieć. – Przepraszam, wiem, że to dla ciebie mały wstrząs. Myślałem, że nie będzie mi na tym zależeć, że nie zacznie… Sądziłem, że to nie ma znaczenia, ale… od jakiegoś czasu w kółko o tym rozmyślam, jakiś instynkt ojcowski czy coś – próbował żartować. Nie było mi do śmiechu. – Od jakiegoś czasu? Czyli od kiedy? Sprecyzuj. Jeszcze miesiąc temu naszym rodzinom tłumaczyliśmy, że nie ma takiej opcji, że od nas przychówku się nie doczekają, nieważne, ile wody w Warcie upłynie, zdania nie zmienimy… – Tak, ale… – Mam rozumieć, że już wtedy tego chciałeś? I mi nie powiedziałeś? Ożeniłeś się ze mną, wiedząc, że ja nie chcę mieć dzieci, a ty tak? Marek… – patrzyłam na niego i nie wierzyłam, że mi to zrobił. – Proszę cię, rozważ to – szepnął błagalnie, próbując przyciągnąć mnie do siebie. – Przecież nie musisz rezygnować ze swojej pracy, będę się zajmował dzieckiem… Odepchnęłam go. Poczułam się oszukana – Taaak? Ciążę i poród też za mnie przejdziesz? Marek, co ty bredzisz? To nie jest piesek, którego tylko ty będziesz wyprowadzał na spacery. To będzie człowiek. Czujący człowiek. Zasługuje na matkę, która go chciała, która jest gotowa wiele dla niego poświęcić. Takie są i powinny być matki. – Też taka będziesz. Tylko daj sobie szansę… Nie ma opcji, byś nie pokochała naszego dziecka. – upierał się Marek, ocierając płynące mu z oczu łzy. Cholera! Więc tak to sobie wymyślił. Urodź, a potem jakoś to będzie? Poczułam się oszukana. Niemal zdradzona. Nie mówiliśmy o zmianie gustu czy smaku. To była sprawa dużego kalibru. Fundamentalna dla małżeństwa. I co teraz? Jak wyjść z tego pata? Mam postawić na swoim i go unieszczęśliwić? Czy ugiąć się, przecierpieć miesiące ciąży, znieść poród, połóg, a potem unieszczęśliwić i siebie, i dziecko? Dziecko to nie brzydki fotel po dziadku, który z sentymentu jakoś zniesiesz w swoim domu. To maksymalnie nieodpowiedzialne zgodzić się na potomstwo dla świętego spokoju albo z tak zwanej miłości. Myślałam o tym całą noc. Rozważałam wszelkie „za” i „przeciw”. Zastanawiałam się, jak pogodzić moje stanowisko i jego pragnienie bycia ojcem. Przepłakałam kilka godzin, tworząc różne możliwe scenariusze. Nad ranem doszłam do wniosku, że nie da się pogodzić ognia z wodą. Ja zdania nie zmienię. To nie była kwestia chęci czy dobrej woli. To nie było moje czasowe widzimisię – póki zegar biologiczny się nie odezwie – tylko wynik wewnętrznych przekonań. A to oznaczało koniec naszego małżeństwa. Nieważne, czy Marek nigdy nie był w pełni szczery w tej sprawie, czy nagle zmienił zdanie. Nie miałam prawa wymagać od niego, żeby wyrzekł się dla mnie ojcostwa. A on z kolei nie miał prawa oczekiwać, że się złamię, poświęcę i urodzę mu dziecko, jedno, drugie, może trzecie, skoro tak nam świetnie idzie. Gdy wyobrażałam sobie podobną przyszłość, nabierałam ochoty na nielegalne podwiązanie jajników. Nie, przepraszam, ale nie, nie skażę żadnego dziecka na taką matkę, jaką ja bym była. – Nie możemy być dłużej małżeństwem – powiedziałam rano, gdy Marek wszedł do saloniku, w którym spędziłam noc. – Ale ja cię kocham… – jęknął. – A ja ciebie. Ale nie możemy zmuszać się nawzajem do czegoś w imię tej miłości. Wróciliśmy do domu zdruzgotani. Wyjechaliśmy w podróż, która miała być początkiem naszego wspólnego życia, a okazała się jego końcem. Starałam się nie płakać, choć czułam się tak, jakby moje serce upadło i potrzaskało się na kawałki. Teraz trudno mi zaufać Brałam coraz więcej dyżurów, zwłaszcza wieczornych i nocnych, żeby nie wracać do domu, w którym był Marek. Jego smutek sprawiał, że potrzaskane kawałki pękały na nowo. Kochałam go jak nikogo na świecie, ale co z tego? Nie mogliśmy być razem. Plątaliśmy się między spojrzeniami, westchnieniami, unikaniem się i rozpaczliwym seksem przez kilka tygodni, ale w końcu trzeba było podjąć decyzję. Złożyłam pozew o rozwód i bez większych komplikacji zakończyliśmy związek, który miał trwać wiecznie. Nasze rodziny były zszokowane. Wszyscy cierpieliśmy, ale tak było uczciwie. Sprzedaliśmy mieszkanie, wyprowadziliśmy się do dwóch różnych dzielnic miasta i staraliśmy się nie spotykać, nawet przypadkiem. Nie jestem dumna z tego, że moje małżeństwo trwało niespełny miesiąc. Minęły cztery lata od rozwodu, a ja nadal czuję ukłucie w zrośniętym nierówno sercu na myśl, że to wszystko tak się potoczyło. Marek szybko założył nową rodzinę. Dziś ma dwójkę dzieci; drugie przyszło na świat w naszym szpitalu tydzień temu. Wiem, że jest szczęśliwy – na tyle, na ile może być z kobietą, która nie jest mną. Nie pochlebiam sobie, czytam to z jego smutnego spojrzenia, za każdym razem, gdy nie uda nam się uniknąć spotkania twarzą w twarz. Ja skupiłam się na pracy. Mam jej mnóstwo i wiem, że z czasem wcale nie będzie jej mniej. Rzadko chodzę na randki, rzadko te randki mają jakąś kontynuację. Nie jestem w stanie zaufać mężczyźnie, uwierzyć jego zapewnieniom, że nie chce dzieci, pragnie tylko mnie i mojego szczęścia, że ja mu wystarczam. Na mojej ścianie nad łóżkiem wisi mapa świata. Zaznaczam na niej kolejne miejsca, które odwiedziłam. Sama. Jest ich coraz więcej… Czytaj także: „Zdradziłem żonę i nie żałuję. Chciałem połechtać swoją męskość i pokazać jej, że nie jestem niedołężnym staruszkiem”„Maciek traktował mojego syna jak przybłędę i wyśmiewał przy kolegach. Chciałam tylko, żeby zobaczył w nim swoje dziecko”„Los dał mi tylko biednych i ciągle pijanych rodziców. >>Nie pracujesz? To nie jesz!<<. Tak do mnie mówili”
Strona Główna Pytania I Odpowiedzi Kilka Dni Temu Żona Dowiedziała Się Że Ją Zdradzam. Dla Mnie To Był Tylko Przelotny Romans I Wybłaga 6 odpowiedzi Kilka dni temu żona dowiedziała się że ją zdradzam. Dla mnie to był tylko przelotny romans i wybłagałem żeby mi wybaczyła i żebyśmy spróbowali wszystko naprawić-odbudować. Żona się zgodziła, jednak dalej sobie nie radzi z tym co zrobiłem. Z jednej strony mnie nienawidzi, z drugiej czuje potrzebuje bliskości i chce żebym ja przytulał. Po wszystkim mówi że chyba zwariowała że daje mi się wogóle dotykać.. Proszę mi powiedzieć czy kilka dni po ujawnieniu zdrady to nie za szybko żeby się umawiać do psychologa, a może wręcz im szybciej tym lepiej? Czy Dr. Burycz zajmuję się terapią dla par z naszym problemem ? Z góry dziękuję za odpowiedz. Witam serdecznie, nie ma jednoznacznej odpowiedzi czy za szybko czy za późno. Każdy "trafia" na konsultację i ewentualnie później na terapię w czasie, który jest zgodny z decyzją o tym by skorzystać z pomocy specjalisty. Problem zdrady mimo pewnej powszechności, jest bardzo bolesnym przeżyciem i "wyjście" z niego jest możliwe natomiast skutki mogą być różne. Zachowanie partnerki nie jest niczym odmiennym, ale tylko szczera chęć pracy i przerobienia wszelkich zadr i żalu głęboko chowanego oraz sprostanie im pozwoli dokładnie oczyścić atmosferę i dać szanse na zbudowanie od nowa na starym fundamencie związku. Warto próbować jeśli obie strony maja taka do poszukania specjalisty terapii par. Powodzenia i wytrwałości. Uzyskaj odpowiedzi dzięki konsultacji online Jeśli potrzebujesz specjalistycznej porady, umów konsultację online. Otrzymasz wszystkie odpowiedzi bez wychodzenia z domu. Pokaż specjalistów Jak to działa? Pytanie, moralność czy prawda...gdzie leży prawda. W tym pomóc może tylko psychoterapeuta lub ścieżka duchowa, jeśli Państwo podążacie. Pan, musi sobie odpowiedzieć pierwszy na to pytanie i wziąć odpowiedzialność za czyn i jaką pełni funkcję, co ma dać. Na drugie pytanie, nie potrafię odpowiedzieć. Z wyrazami szacunku, Monika Adamska Witam, w takiej sytuacji polecałabym najpierw umówić się na spotkanie z psychologiem indywidualnie- może być jeszcze trochę za wcześnie na wspólną terapię, targają Wami obojgiem emocje, każdemu z Was na swój sposób ciężko może być odnaleźć się odnaleźć się w nowej sytuacji, dlatego oboje potrzebujecie wsparcia (choć zupełnie innego rodzaju). Pozdrawiam i życzę powodzenia Witam Pana, jeśli uważa Pan, że potrzebuje pomocy psychologa, to każdy moment będzie dobry, aby z niej skorzystać. Żaden psycholog jednak nie rozwiąże za Pana problemów. W swoim opisie sytuacji problemowej skoncentrował się Pan głównie na opisie zachowania żony. Odnoszę wrażenie, że jej zachowanie nie jest dla Pana zrozumiałe. Dostrzega Pan zmiany jakie zaszły w zachowaniu żony, ale są one jednocześnie dla Pana dużym zaskoczeniem. Podejrzewam, że zdradzona żona utraciła chwilowo stabilność emocjonalną i będzie w najbliższym czasie próbowała odzyskać równowagę. W najbliższym czasie żona zadecyduje czy z Panem czy bez Pana udziału będzie sobie układała dalsze życie. Podejrzewam jednak, że decyzję o rozstaniu z żoną oceniałby Pan prawdopodobnie jako porażkę. Z tego też powodu chciałby Pan, uzyskać przebaczenie. Tylko czy żona jest w stanie wybaczyć zdradę i żyć tak, jak dawniej udając, że nic się nie stało? Powinien Pan liczyć się z tym, że odczuwana przez żonę odraza do Pana może być silniejsza niż dotychczasowa miłość. Nawet jeśli żona podejmie próbę wybaczenia Panu, to najistotniejsze będzie wyjaśnienie jej co było przyczyną Pana zachowania. Wówczas przyjdzie czas na wspólne zastanowienie się czy te przyczyny ustały i czy teraz jest Pan w stanie utrzymać wstrzemięźliwość seksualną poza związkiem i w przyszłości być wiernym żonie. Napisał Pan, że ... żona sobie nie radzi ... a czy Pan już sobie poradził? Jak dobrze zrozumiałam, to nie był Pan zadowolony ze swojego związku z żoną, żona przestała być dla Pana najważniejszą i najatrakcyjniejszą kobietą, więc szukał Pan ważniejszej i atrakcyjniejszej kobiety poza związkiem. A może ... zdrada to sposób na manipulowanie emocjami żony? Może wyprowadzenie żony z równowagi psychicznej było Pana celem pośrednim a cel rzeczywisty jest jeszcze przed Panem (np. pozbawienie żony praw do opieki nad dzieckiem, pozbawienie majątku, wywołanie u niej depresji, nerwicy, a może schizofrenii itp.)? Być może zawsze odczuwał Pan przyjemność ... prowokując konflikty, manipulując, nie mówiąc całej prawdy lub oszukując patrząc prosto w oczy bez poczucia winy - jak psychopata. Może Pan w tym schemacie się nie mieści, ... ale czy na pewno? Tylko Pan zna odpowiedź. W relacjach małżeńskich podstawą jest odpowiedzialność, szacunek do drugiej osoby, zaufanie, poczucie bezpieczeństwa, życzliwość i empatia. Z Pana opisu wynika, że w Pana związku małżeńskim tego wszystkiego brak, więc czy to jest jeszcze miłość? A może to przyzwyczajenie i wygodnictwo? A może troska o samopoczucie żony to tylko pozory? ... bo jak to możliwe, że krzywdząc bliską osobę może się Pan jednocześnie dziwić, że ona z tego powodu cierpi? Być może odczuwa Pan ekscytację podejmując działania ryzykowne, bo takim była zdrada. Mam wrażenie, że było Panu wygodnie prowadzić podwójne życie. Dawało to Panu satysfakcję. Może poprawiało Panu samoocenę albo dawało jakieś inne korzyści? Według mnie było to zachowanie skrajnie egoistyczne. Zdradzając żonę nie przejmował się Pan danymi jej obietnicami, jej uczuciami, planami na przyszłość, jej poczuciem własnej wartości. Nasuwa mi się pytanie: Czym tak naprawdę jest dla Pana miłość? Czy taką samą lub podobną definicję miłości sformułowałaby Pana żona? Czy to, co Pana aktualnie łączy z żoną to jeszcze miłość? Odnoszę wrażenie, że poszukując przez internet życzliwego psychologa, stara się Pan odbudować swój obraz siebie w oczach żony. Szuka Pan kogoś, kto wzmocni Panu samoocenę i poprawi skuteczność w uzdrowieniu relacji z żoną. Sam sobie próbuje Pan udowodnić, że zdrada to nic istotnego, ale czy naprawdę? ... kochanka nic dla Pana nie znaczy? ... a może próbuje Pan oszukać siebie (i żonę), próbując stłumić prawdziwe uczucia? Podejrzewam, że prowadzenie podwójnego życia było Pana chwilowym sukcesem, dawało satysfakcję, potwierdzało Pana męskość a ujawnienie zdrady jest dla Pana porażką, z którą i Panu trudno się pogodzić. Podejrzewam, że próba naprawienia dokonanej krzywdy jest efektem desperacji, ponieważ poza żoną nie ma Pan nikogo wartościowego w swoim otoczeniu albo ... nie miałby Pan gdzie mieszkać, czym dojeżdżać do pracy (z powodu wspólnego majątku). Podejrzewam, że zdradzając żonę, podważył Pan fundamenty swojego związku małżeńskiego. Jeżeli szczerze i bez zwątpienia przyznaje Pan, że popełnił Pan błąd i zamierza nad sobą pracować, to rzeczywiście mógłby Pan rozpocząć od konsultacji z psychologiem lub spróbować samodzielnie przemyśleć pewne istotne kwestie w Pana życiu. Proszę odpowiedzieć sobie na pytanie: - Co skłoniło Pana do zdrady? Czego brakowało Panu w związku małżeńskim a uzyskiwał Pan w relacji z kochanką? - Co skłoniło Pana do porzucenia kochanki? - Co trzeba zmienić, aby żona, Pan i dzieci (jeśli posiadają Państwo) byli w przyszłości szczęśliwi? - Czy kobieta, która była jeszcze niedawno Pana kochanką nie czuje się skrzywdzona, nie ma do Pana żalu? Czy liczy się Pan z jej uczuciami? - Jakie relacje teraz i w przyszłości będą Pana łączyły z kochanką? - W jaki sposób w ciągu tych kilku dni od ujawnienia zdrady udało się Panu udowodnić żonie, że jest Pan odpowiedzialny, godny zaufania, szanuje ją? - Czy był Pan w stanie w tak krótkim czasie odbudować w żonie poczucie bezpieczeństwa, przekonanie o Pana życzliwości wobec niej? - Czy próbował Pan zrozumieć co żona przeżywa i dlaczego? Co skrzywdziło ją najbardziej a co nie ma dla niej znaczenia (jest jej obojętne) w tej sytuacji? Jeśli uzna Pan, że rozmowa poprzez email ze mną może Panu i Pana żonie pomóc, może Pan do mnie odesłać odpowiedzi na pytania zawarte w powyższym tekście. Wówczas będziemy kontynuować bezpłatne e-mailowe porady. Powodzenia w odzyskaniu prawdziwej miłości (niezależnie od tego, czy będzie nią żona czy kochanka). Joanna Nowakowska psycholog Państwa związek jest w bardzo poważnym kryzysie. Zdrada ogromnie narusza relację - zagraża stabilności i trwałości związku. Jednak to, że ona się wydarza oznacza, że już wcześniej relacje trudne, być może brak było bliskości, otwartości, wzajemnego zrozumienia. I zdecydowanie w tej sytuacji psychoterapeuta może pomóc najpierw w rozeznaniu w którym kierunku chcecie Państwo iść. Czy chcecie naprawiać Wasz związek? Czy jesteście gotowi na pracę nad jego zmianą, bo zdrada sygnalizuje, że konieczne jest przyjrzenie się waszym relacjom i otwarcie się na ich przebudowę. Nie znam dr Burycza, jestem terapeutą również par i rodzin, ale pracuję w Krakowie. Życzę wytrwałości i otwartości. Agnieszka Schab Myślę, że im szybciej zgłosicie się Państwo do terapeuty/psychologa, który zajmuje się terapią par tym lepiej. Życzę Państwu powodzenia! Twoje pytanie zostanie opublikowane anonimowo. Pamiętaj, by zadać jedno konkretne pytanie, opisując problem zwięźle. Pytanie trafi do specjalistów korzystających z serwisu, nie do konkretnego lekarza. Pamiętaj, że zadanie pytania nie zastąpi konsultacji z lekarzem czy specjalistą. Miejsce to nie służy do uzyskania diagnozy czy potwierdzenia tej już wystawionej przez lekarza. W tym celu umów się na wizytę do lekarza. Z troski o Wasze zdrowie nie publikujemy informacji o dawkowaniu leków. Ta wartość jest zbyt krótka. Powinna mieć __LIMIT__ lub więcej znaków. Specjalizacja Wybierz specjalizację lekarza, do którego chcesz skierować pytanie Twój e-mail Użyjemy go tylko do powiadomienia Cię o odpowiedzi lekarza. Nie będzie widoczny publicznie. Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych dotyczących stanu zdrowia w celu zadania pytania Profesjonaliście. Dowiedz się więcej. Dlaczego potrzebujemy Twojej zgody? Twoja zgoda jest nam potrzebna, aby zgodnie z prawem przekazać wybranemu przez Ciebie Profesjonaliście informacje o zadanym przez Ciebie pytaniu. Informujemy Cię, że zgoda może zostać w każdej wycofana, jednak nie wpływa to na ważność przetwarzania przez nas Twoich danych osobowych podjętych w momencie, kiedy zgoda była informacje o moim pytaniu trafią do Profesjonalisty? Tak. Udostępnimy wybranemu przez Ciebie Profesjonaliście informacje o Tobie i zadanym przez Ciebie pytaniu. Dzięki temu Profesjonalista może się do niego mam prawa w związku z wyrażeniem zgody? Możesz w każdej chwili cofnąć zgodę na przetwarzanie danych osobowych. Masz również prawo zaktualizować swoje dane, wnosić o bycie zapomnianym oraz masz prawo do ograniczenia przetwarzania i przenoszenia danych. Masz również prawo wnieść skargę do organu nadzorczego, jeżeli uważasz, że sposób postępowania z Twoimi danymi osobowymi narusza przepisy jest administratorem moich danych osobowych? Administratorem danych osobowych jest ZnanyLekarz sp. z z siedzibą w Warszawie przy ul. Kolejowej 5/7. Po przekazaniu przez nas Twoich danych osobowych wybranemu Profesjonaliście, również on staje się administratorem Twoich danych osobowych. Aby dowiedzieć się więcej o danych osobowych kliknij tutaj Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.
Zdradziłem i żałuję - do Forum Kobiet To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ... Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź Posty [ 9 ] 1 2018-03-14 00:03:09 WuiTT Net-facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2018-03-13 Posty: 1 Temat: Zdradziłem i żałujęCześć Jestem że swoją partnerka prawie dwa lata, kocham ją bardzo mocno i zależy mi na niej, lecz nie jest tak kolorowo.. Ok. Osiem miesięcy temu miałem jakby to powiedzieć wyjazd ze znajomymi, ukochana wiedziała o tym wyjeździe lecz bałem się jej powiedzieć co tam się wydarzyło.. Byłem lekko podpity i jedna z dziewczyn namawiala mnie do złego, po czasie uleglem.. Nie wiem czemu to zrobiłem.. Pocalowalismy się lecz w przeciągu sekundy oderwalem się i zacząłem tego cholernie żałować.. Od tamtego dnia nie mogłem spać po nocach, przeplakalem wiele wieczorów lecz bałem się powiedzieć o tym ukochanej.. Była codziennie taka radosna i wesola. Poprostu się balem ze to będzie koniec a zależy mi na niej.. Wiele rzeczy mi przypominało o tamtej sytuacji a wstręt do siebie mam do tej pory. Gdy partnerka usłyszała jakieś plotki zaprzeczalem mówiłem że to nie prawda.. Kłamałem w żywe oczy. Jest mi z tym bardzo źle nie raz miałem głupie myśli aby coś sobie zrobić, miałem takie dni że czułem że powiem to co się tam wydarzyło.. Lecz tego nie zrobiłem. Ok 3 tyg. temu ukochana miała sen w którym widziała mnie i inne dziewczyny.. Zaczęła mnie dopytywac i wkoncu nie wytrzymałem powiedziałem co się wydarzyło.. Bałem się że ją stracę, wymiotowalem, płakałem myślalem że już nic z tego nie będzie.. Partnerka przyjęła to i się zalamala chciała końca lecz mnie nie zostawiła.. Muszę jeszcze dodać że jesteśmy na etapie nauki i widzimy się tylko w soboty.. Staram się próbuję udowodnić że naprawdę żałuję i tego nie chciałem ale poprostu czuję że mi nie wychodzi.. Są takie dni że jest dobrze jest radość i widzę że już o tym nie myśli ale głównie obydwoje jesteśmy smutni.. Gdy się widzimy jest dobrze.. Jest między nami troska, ciepło no poprostu czuć tą miłość.. Ale gdy już się nie widzimy jest gorzej ja i partnerka tesknimy do tego ta zdrada.. Podziwiam ją a także bardzo mocno kocham zależy mi na niej.. Od ok 3tyg mam ze sobą problem nie daje sobie rady często płacze wymiotuje slabne.. Marzę aby było już dobrze ale no nie widzę jakiś postępów.. Jak mówiłem są chwile że jest dobrze ale to tylko czasami po chwili znowu jest smutno.. Gdy już serio czuję że jest dobrze to nagle wszystko obraca się o 180stopni i dalej męczy ją to co zaszło a następnie mnie.. Głównie zależy mi na jej szczęściu i radości, ale także pragnę być z nią.. Przeżyliśmy razem wiele pięknych chwil mamy cudowne wspomnienia.. Jest dla mnie całym światem. Naprawdę nie chcem jej stracić a czuję że jest tego blisko, do tego problemy psychiczne.. Proszę o pomoc, poradę z góry dziękuję, zrozumiem jak będą komentarze typu "dupek".. 2 Odpowiedź przez kamnat1 2018-03-14 00:29:21 kamnat1 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2018-03-13 Posty: 2 Odp: Zdradziłem i żałujęJeżeli tego żałujesz na prawdę i nigdy więcej nie zrobisz powinna dać ostatnia szanse 3 Odpowiedź przez evalougo 2018-03-14 00:41:59 evalougo Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2017-12-03 Posty: 1,106 Wiek: Jeszcze nie trzydziestka ;) Odp: Zdradziłem i żałuję Jeśli to nie prowokacja i troll, to:-przyda się psycholog. Nie radzisz sobie z tą dziwne pojęcie zdrady. Na tym właśnie polega problem z rajem. Nic tak nie przyciąga złego.,,Na końcu tęczy'' 4 Odpowiedź przez Olinka 2018-03-14 01:48:52 Olinka Redaktor Naczelna Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-10-12 Posty: 45,398 Wiek: Ani dużo, ani mało, czyli w sam raz ;) Odp: Zdradziłem i żałuję WuiTT napisał/a:Byłem lekko podpity i jedna z dziewczyn namawiala mnie do złego, po czasie uleglem.. Nie wiem czemu to zrobiłem.. (...)Przede wszystkim jeśli alkohol w Twoim życiu wywołuje takie problemy, to nie pij, a na pewno nie pij w towarzystwie, w którym w przyszłości mogą mieć miejsce podobne sytuacje. Niewątpliwie nadszarpnąłeś zaufanie, którym zostałeś obdarzony. Oczywiście Twoja postawa, szczere przeprosiny, żal, próba naprawienia tego, co się stało - działają na Twoją korzyść, ale musisz zdawać sobie sprawę, że zaufanie jest bardzo ciężko odbudować. Nie znaczy to jednak, że nie jest to możliwe, przy czym po pierwsze nie stanie się z dnia na dzień, a po drugie powinieneś mieć świadomość, że od tej chwili każde potknięcie może już oznaczać definitywny koniec. Jednym słowem limit swoich błędów wyczerpałeś i chyba wiesz co to oznacza? "Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)[olinkowy status to już historia, z niezależnych ode mnie przyczyn technicznych właściwy zobaczysz dopiero w moim profilu ] 5 Odpowiedź przez Cyngli 2018-03-14 09:09:52 Cyngli Gość Netkobiet Odp: Zdradziłem i żałujęJuż się tak nie biczuj, bo to był tylko niefajnie, ale żałujesz i więcej tego nie zrobisz, a to się liczy. 6 Odpowiedź przez 1975 2018-03-14 09:12:19 1975 Net-facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2016-09-28 Posty: 193 Wiek: za dużo :) Odp: Zdradziłem i żałuję Cyngli napisał/a:Już się tak nie biczuj, bo to był tylko niefajnie, ale żałujesz i więcej tego nie zrobisz, a to się nie zaliczaj tego do zdrady. Wyciągnij wnioski i zapomnij. 7 Odpowiedź przez balin 2018-03-14 11:19:19 balin Ban na dubel konta Nieaktywny Zarejestrowany: 2017-05-11 Posty: 4,041 Odp: Zdradziłem i żałujęJa miałem tak, że moja dziewczyna przy mnie pocałowała się z kolegą, z resztą w obecności też jego dziewczyny. Popatrzyła na mnie i zobaczyła moją zbaraniałą minę. Ja zobaczyłem jej przeogromne zdziwienie. Myślę, że nie potrzeba było słów. I tych słów nie było. Zdarzają się takie rzeczy, jeśli jest jakaś tam nieświadomość najczęściej wywołana alkoholem, czy jak w moim przypadku jakaś chwila bezmyślności. Ty nie zawaliłeś podczas pocałunku. Ty zawaliłeś później. Jak to sam określiłeś kłamiąc w żywe oczy, a mogłeś przecież się domyśleć, że ta koleżanka, z którą się pocałowałeś doprowadzi do tego, żeby Twoją dziewczynę poinformować i postawić ją w niekomfortowej sytuacji. Ty uderzyłeś w żale, a nie uzbroiłeś swojej dziewczyny w wiedzę potrzebną, aby nie świeciła za Ciebie oczami. A niestety wyszła na idiotkę i naiwną. 8 Odpowiedź przez Markuss88 2018-03-14 11:53:12 Markuss88 Net-facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2017-02-18 Posty: 344 Wiek: 30 Odp: Zdradziłem i żałuję "Chciałam prosić o radę. Otóż chodzi o to, że jestem w ponad 2 letnim związku z mężczyzną który mnie zdradził kilka miesięcy temu lecz dowiedziałam się o tym jakieś 2 tygodnie temu, postanowiłam dać mu szansę, ponieważ go kocham. On przepraszał, błagał o wybaczenie, płakał i mówił że żałuje swojego czynu. Niestety nie jest tak łatwo jak myślałam, po nocach śnią mi się koszmary w których widzę ich razem, staram się o tym nie myśleć i nie przejmować. Jestem osobą uczącą się zarówno jak mój partner ale niestety nasze uczelnie są oddalone o 50 km przez co widzimy się tylko w soboty ;/ Mimo obiecań mojego partnera i częstych tekstów że się zmieni i że będzie starał nie jestem w stanie tego zobaczyć przez to że widujemy się tylko w te soboty. Mam ogromną potrzebę przebywania blisko niego i po prostu spędzania z nim czasu, strasznie mi go brakuje a teraz gdy wyszła jeszcze na wierzch ta zdrada już całkiem pogrążam się w depresji.. Błagam o poradę co robić dalej, dłużej już nie wytrzymam. Dodam jeszcze że staram się mieć codziennie kontakt z moich chłopakiem, porozmawiać z godzinę, ale często kończy się to sprzeczką, że mój partner ma coś innego do zrobienia, i stwierdza że 5 minut rozmowy wystarcza. Mówi że nie ma jak rozmawiać bo chce spędzić czas z kolegami." Brzmi znajomo autorze? 9 Odpowiedź przez josz 2018-03-14 19:16:09 josz Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-12-14 Posty: 4,533 Odp: Zdradziłem i żałuję Markuss88 napisał/a:"Chciałam prosić o radę. Otóż chodzi o to, że jestem w ponad 2 letnim związku z mężczyzną który mnie zdradził kilka miesięcy temu lecz dowiedziałam się o tym jakieś 2 tygodnie temu, postanowiłam dać mu szansę, ponieważ go kocham. On przepraszał, błagał o wybaczenie, płakał i mówił że żałuje swojego czynu. Niestety nie jest tak łatwo jak myślałam, po nocach śnią mi się koszmary w których widzę ich razem, staram się o tym nie myśleć i nie przejmować. Jestem osobą uczącą się zarówno jak mój partner ale niestety nasze uczelnie są oddalone o 50 km przez co widzimy się tylko w soboty ;/ Mimo obiecań mojego partnera i częstych tekstów że się zmieni i że będzie starał nie jestem w stanie tego zobaczyć przez to że widujemy się tylko w te soboty. Mam ogromną potrzebę przebywania blisko niego i po prostu spędzania z nim czasu, strasznie mi go brakuje a teraz gdy wyszła jeszcze na wierzch ta zdrada już całkiem pogrążam się w depresji.. Błagam o poradę co robić dalej, dłużej już nie wytrzymam. Dodam jeszcze że staram się mieć codziennie kontakt z moich chłopakiem, porozmawiać z godzinę, ale często kończy się to sprzeczką, że mój partner ma coś innego do zrobienia, i stwierdza że 5 minut rozmowy wystarcza. Mówi że nie ma jak rozmawiać bo chce spędzić czas z kolegami." Brzmi znajomo autorze?Kiepska prowokacja. Dwa wątki pisane w odstepie trzech dni, sytuacje opisane dokładnie w ten sam Posty [ 9 ] Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź Zobacz popularne tematy : Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności © 2007-2021
Najlepsza odpowiedź Oh jej ;( xDDSzalejesz xdd Odpowiedzi gunska odpowiedział(a) o 01:22 wez nie rob z tego sensacji jak w modzie na sukces menelico po prostu BYWA I tyle w zyciu trzeba wszystkiego sprobowac i zamknij dziobek i idz spac kochany jutro znowu bzyk z tatusiem wiec badz gotowy Ej, ale on se jaja robi xDNiektórzy za bardzo do siebie to wzięli xdd Lear odpowiedział(a) o 02:21 blocked odpowiedział(a) o 01:18 stary nie wiem co paliles, ale dla mnie podwojnie :D lepsze to od telenoweli xD... jak było :D ? nie mow wcale ;P yyyykhhm... ja bym na twoim miejscu nie mówiła.. :| Niee mów !To zbyt okrutne ... Lepsze normalnie niż kiepscy! damariis odpowiedział(a) o 01:31 blocked odpowiedział(a) o 01:36 Albo se robisz z nas byles niezle 'zjarany'.XD blocked odpowiedział(a) o 01:39 wszystko zostaje w rodzinie więc ok ;) hoolsxD odpowiedział(a) o 01:58 powiec jej to prosto w oczy moze ci wybaczy blocked odpowiedział(a) o 13:43 blocked odpowiedział(a) o 17:06 eee. jak cie nie kocha to jej mów. a jak ty ja kochasz to jej nie mow. ale najlepiej zebys powiedzial, bo wszystko sie chyba wyda O_O Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub
zdradziłem żonę i nie żałuję